Jego świat legł w gruzach. Siostra?
Jego. Mała. Siostra? To było dla niego straszne. Czy to oznacza,że
jego rodzice nie będą się nim zajmować? W jednej chwili
znienawidził tą małą istotkę słodko uśmiechającą się w jego
stronę.
-Ale ja nie chcę siostry! Nigdy nie
chciałem!
-Kochanie, ona Cię będzie kochała.
Już Cię kocha. Będziecie się razem bawić, nauczysz jej
wszystkiego...
-Ale ja jej nie kocham! I nie będę
się z nią bawić!
Obrażony i wściekły pobiegł na
górę do swojego pokoju. Usiadł na łóżku opierając się o
ścianę i myślał. Jak to jest mieć siostrę? Młodszą? Czy to
coś fajnego? A może wręcz odwrotnie?... Z dołu słychać było
podekscytowane głosy jego matki i Sharon. 'Och, jaka ona cudowna!...
Jakie ma piękne, zielone oczy! A te rude włoski!' Chłopiec nie
wiedział jak dalej będzie wyglądało jego życie. Czy się zmieni?
Jeżeli tak, to jak bardzo? Czy ten mały potworek wszystko zniszczy?
Myślał tak bardzo długo, aż w końcu zasnął.
Już po jakimś czasie przekonał się,
że był w wielkim błędzie. Pierwszym słowem, które wypowiedziała
było jego imieniem, pierwszy krok zrobiła w jego stronę. Chodziła
za nim wszędzie. Wszystko robili razem, byli nierozłączni. Mówili
sobie wszystko i pomagali sobie nawzajem. Nie byli dla siebie tylko
rodzeństwem, byli również najlepszymi przyjaciółmi....
Trzynastoletni chłopiec biegał po
ogrodzie bawiąc się w najlepsze ze swoją siostrą w ganianego.
Wybiegł na chodniczek i nagle usłyszał odgłos uderzenia o
posadzkę. Odwrócił się. Deborah przewróciła się. Podbiegł do
niej i w duchu modlił się,aby tylko się nie rozpłakała.
Nienawidził tego. Ukucnął obok,ale dziewczynka zakrywała wszystko
swoimi gęstymi, rudymi włosami.
-Pokaż.
-To nic poważnego. Zdarłam tylko
skórę.
-Pokaż!-Nakazał groźniejszym tonem
Jeffrey.
Dziewczyna westchnęła i przerzuciła
włosy na drugą stronę. Jego oczom ukazało się zdarte kolano, z
którego powoli sączyła się czerwona ciecz.
-Chodź.- złapał ją za rękę-
Musimy to przemyć, bo się jeszcze zakażenie wda.
-Pewnie, pewnie.
-Nie dyskutuj ze mną mała.-
łobuzerski uśmiech pojawił się na jego twarzy. Zaprowadził
siostrę do łazienki, wodą utlenioną przemył ranę i przykleił
na nią plaster.
-No. Do wesela się zagoi! -zakpił
śmiejąc się chłopak. -No to się już nie pobawimy...
-Nauczysz mnie grać czegoś na
gitarze?
-Dobra, chodź.
Weszli do pokoju, który był ich
wspólnym i chwycili gitary. Deborah była dobrą uczennicą.
Załapała podstawy już dawno temu. Często grali razem i sprawiało
im to niemałą przyjemność. Upłynęło kilka godzin i robiło się
powoli ciemno. Ich rodzice już niedługo powinni wrócić do domu.
Nagle usłyszeli, jak ktoś otwiera drzwi tak mocno, że wiszące za
nimi lustro rozpada się na miliardy małych kawałeczków.
-Ty tępa suko! Powinienem to zrobić
dawno temu! Ta gówniara nie jest moja, prawda!? Dlatego ma rude
kudły! W jakich jeszcze sprawach mnie oszukałaś?
-Nawet nie próbuj mi wcisnąć takich
rzeczy! Deborah to twoja córka! Nie wiem co Ci przyszło do głowy!
-Puściłaś się! Taka jest prawda!
-Nie! Kochałam Cię! I nigdy się nie
puściłam! Moja siostra też ma rude włosy! Tak jak matka! To nic
nie znaczy! I to TY mnie zdradziłeś! Ile razy były akcje typu
'skok w bok'?! Co?
-Wynoś się stąd! Nie chcę widzieć
ani Ciebie, ani tej drugiej suki!
-Mówisz o swojej córce!
-To nie jest moja córka! Tylko pewnie
jakiegoś pierwszego, lepszego ćpuna!
-Masz rację! Bo ty jesteś ćpunem! I
alkoholikiem! Zniszczyłeś mi całe życie!
-JA ci zniszczyłem życie?! Sama na
to zapracowałaś! I nie jestem ćpunem! W przeciwieństwie do
CIEBIE, ja jestem zadowolony ze swojego życia! Coś w nim
polepszyłem! Owszem, miałem gorsze lata! Ale wyszedłem z nałogu!
Dla tego małego jebanego rudzielca! I tylko tyle jej zawdzięczam!
Nic więcej! Że też ci się bachora zachciało! Kolejny kłopot!
Rodzeństwo siedzące na piętrze
słuchali wszystkiego z niepokojem. Nagle trzask. Spojrzeli sobie w
oczy. Jeff był opanowany, a Debby była przerażona.
-Wazon poszedł. Założymy się, kto
rzucił? Stawiam na mamę. -próbował rozładować sytuację
Jeffrey. Ale jego siostrze nie było do śmiechu. Przecież słyszała,
jak jej własny ojciec przezywa jej od suk i zarzuca, że nie jest
wcale jej córką. W jej oczach pojawiły się łzy, płynęły po
jej policzkach. Bała się o matkę, o Jeffrey'a i o samą siebie.
Usłyszała,że ktoś wbiega po schodach. Drzwi otworzyły się, a w
nich stała jej matka. Odetchnęła z ulgą. 'Dobrze, że to ona
nie dostała tym wazonem...'
myślała dziewczyna. Kochała ojca, ale on zawsze wywyższał syna.
Zawsze to on był najcudowniejszy, najlepszy i niczemu winny. Bolało
ją to. Jeff o tym wiedział i nie chciał tego. Sprawiał same
kłopoty, żeby ojciec zwrócił uwagę na Debby.
-Dzieci, pakujcie
się. Wyjeżdżamy stąd.
Kobieta rzuciła
się na szafę i wyjęła z niej dwie torby. Otworzyła szafę i w
pośpiechu wkładała tam rzeczy córki, na początek. Kiedy chciała
zabrać się za pakowanie syna w drzwiach stanął jej mąż z
rozciętą wargą i zaczerwienioną twarzą.
-O nie! Syna mi
nie zabierzesz!
Zaczęła się
szamotanina. Jeff zabrał szybko torbę siostry, jej gitarę, złapał
ją za rękę i zbiegł na dół, do samochodu. Wpakował wszystko do
bagażnika i popatrzył na siostrę. Ona obserwowała go ze
zdziwieniem i przerażeniem. Podszedł do niej i złapał ją za
ręce. Ścisnął je mocno i spojrzał w jej oczy. Uśmiechnął się
na chwilę.
-Debbs... Trudno
mi to wszystko sobie jakoś ułożyć,ale.... Musisz wyjechać z
mamą.
-CO?! Nie! Nie
zostawię Cię tutaj samego!
-Wiem, wiem, że
Tobie też jest i będzie trudno,ale tak musi być. Mama zabierze Cię
w bezpieczne miejsce i razem będziecie lepiej żyć. Kupicie sobie
domek i będziecie szczęśliwe.
-Jeff,
braciszku... Jak możesz tak mówić!? Kocham Cię! Przecież bez
Ciebie nie będzie nawet na chwilę fajnie.
-Zobaczysz,że
będzie! Jeszcze jak!
-Ale... Kto będzie
mnie uczyć grać na gitarze? Bawić się ze mną, ganiać po
ogrodzie i z kim będę rozmawiała całą noc, kiedy nie będę
mogła zasnąć?! NIKT mnie tak nie zrozumie, jak TY!- z każdym
słowem wylewała potoki łez. Nie mogła wyobrazić życia bez jej
kochanego braciszka.
-Pojedź z nami!
-Chciałbym.
Naprawdę. Teraz jest to dla mnie największe marzenie, ale... Nie
mogę! Nie widzisz co ojciec teraz robił z mamą?! Zabiłby ją!
Zostanę z nim,ale obiecuję Ci. Obiecuję, że nasz kontakt się nie
urwie. Przyjadę do Ciebie. Gdziekolwiek będziesz. Będę dzwonił,
wspierał Cię, odwiedzał.- w tym momencie z domu wybiegła ich
mama. Podbiegła szybko do dzieci i popatrzyła na nich.
-Ale na pewno? Nie
zostawisz mnie?
-Nie, obiecuję.
Będę zawsze, kiedy tylko będziesz mnie potrzebowała.
Przytulili się do
siebie jak najmocniej i nie chcieli się rozstać. Teraz płakali już
oboje. Jeff zacisnął oczy, aby po chwili nie otworzyć i oderwać
się od siostry.
-Wsiadaj już.
Powolnym krokiem
zrobiła to, co było nieuniknione i wsiadła do samochodu ciągle
obserwując brata. Podeszła do niego matka. Wymienili krótkie
zdania i również wtulili się w siebie.
-Kocham Cię,
Jeffrey. Zrobię WSZYSTKO, żebyś zamieszkał z nami. Kocham Cię.
Uważaj na siebie!
-Kocham Cię,
mamo.
Kobieta wsiadła do
samochodu i już chciała odjeżdżać, ale powstrzymał go jeszcze
krzyk syna.
-MAMO!
Nie powiedziałaś mi nawet gdzie jedziecie. -Podszedł do samochodu
i mówiąc to ciągle patrzył na swoją zalaną łzami siostrę. Nie
mógł znieść widoku jej płaczącej. Cierpiącej.
-Do Seattle,
synku. Mam tam przyjaciółkę, jest dla mnie jak siostra.- ścisnęła
jego rękę i uśmiechnęła się przez łzy.
Z domu wybiegł jej
mąż.
-Jedź już.-
pogonił Jeffrey matkę, a ta zrobiła to, co radził i ruszyła z
piskiem opon przed siebie. Kiedy wyjechała na autostradę, która
była oddzielona o kilka minut spojrzała na swoją córkę. Nadal
płakała. Złapała ją za dłoń. Spojrzała w zielone oczy córki
i pocieszająco się uśmiechnęła.
-Jakoś nam się
ułoży.
No dobra, akcja poszła w inną stronę niż myślałam i to szybko xD
OdpowiedzUsuńSeattle, mówisz? A ja już widzę Duffa i jego rudowłosą wielką miłość, co? A może akurat nie, bo w sumie już przed chwilą tak samo pomyliłam się co do fabuły. I dobrze, inaczej byłoby nudno xD
Pod względem gramatycznym (Bój się Boga, Liz, piszesz o gramatyce?! xD) ten rozdział był chyba lepszy niż prolog, ale dziwnie się czytało, przez te "dziury" w tekście, zwłaszcza te, między wypowiedziami... Ale to tam... xD No dobra, to informuj mnie o kolejnych rozdziałach u mnie na stories-from-garden-of-eden.blogspot.com
:3 I życzę weny i radości z pisania ;D I dużo komentarzy, bo to cholernie poprawia humor, nie? xD
Dokładnie! Mojemu Bigosowi (pies, czy co to tam jest...) mało oczy z orbit nie wyleciały... Herbata się na niego wylała... Co ja robię z tym psem (chyba, bo w to wątpię...).
UsuńWłaśnie nie wiem, czy 'rudowłosa miłość' niby tak już zaczęłam,ale tak mi coś wczoraj strzeliło do głowy, żeby 3,4 rozdział napisać od nowa... Zupełnie. A chuj...nie mam silnej woli.
Ha! Lise pisze o gramatyce! U MNIE! To coś złego, mam się bać, czy cieszyć?
Akcja poszła szybko, bo jestem gupia! ale to już wiesz i nie chciało mi się pisać o ich dzieciństwie. Chociaż, kto by chciał czytać jak małe dzieci się nawalają lalkami, traktorami czy coś takiego...
Ok, będę informowała, ale ty informuj i mnie ;D tutaj, a jak wolisz na gadu, to napisz i Ci dam numer.
Ojej, pies Bigos! *_______* Pogłaskaj go ode mnie, czy coś. Ma zajebiste imię xD Już Cię lubię, wiesz? xD Jak ktoś nazywa psa Bigos, to musi być geniuszem po prostu xD
UsuńTy mi tu nie pierdol o woli, tylko pisz, pisz, pisz! Jak chcesz pisać od nowa dwa rozdziały, bo zmieniłaś zdanie, to pisz! A nuż nowa wersja wyjdzie lepiej? Zawsze warto spróbować xD
Nie wiem, czy to źle, czy dobrze, ale bać się nie musisz, bo ja zwykle ludzi nie poprawiam, od tego jest Szatanu (nie wiem czy znasz, ale może nawet Cię polecę, czy coś... Pies Bigos mnie przekonał ostatecznie xD), bo ona się przynajmniej na tym zna xD A ja sama kurde masło-maślanuję na lewo i prawo, a przecinki to kurde mi chyba maszyna losująca rozrzuca, bo wierz albo nie, ale piątek z ortografii to ja nie mam w szkole xD
Masz rację, co do tego dzieciństwa.
Chociaż w sumie... Izzy z lalką XDDD
Jeśli to nie problem, to wolałabym jednak na blogu xD Niby to nie robi mi różnicy, ale jakoś tak... Wolę xD
Bigos/Małe Zuo/ Dżem (wybierz sobie). Ah, oh. Ja jako geniusz... Nie no, miło :D. Mam jeszcze chomiki! Ale dopiero ostatnio dowiedziałam się, że obie to samiczki, a nie samiec i samiczka... Wracając do Bigosa. Posadzę go w nagrodę na parapecie! (dzisiaj siedział 3h bez przerwy...szczekał na śnieg(?)). Jego nikt nie pobije. Zarzuciłam ostatnio na niego...coś i biegał z tym jak BATMAN. A teraz siostra mu założyła...czerwony sweterek!
UsuńJa we WSZYSTKICH pracach pisemnych na polskim mam za dużo przecinków..zawsze.
Izzy szyjący ubranka dla lalek!
To ja się zastanowię jaka wersja, tak najpierw- WYPIJĘ HERBATĘ DO KOŃCA.
Jak ja mogę Szatanu nie znać, pewnie, że znam! To znaczy z opowiadań. W sensie, no..wiem kto to i jakie ma blogi (Ba,nawet mam w zakładkach).
Nie ma sprawy, po prostu informuj i będzie GIT!
No ba, że miło, już ja coś o tym wiem (wrodzona skromność - to się ma, co nie xD)... XD
UsuńAwwww! Musi być taki uroczy! (Bigos w sensie) :D
No to pij, pij! Ja też sobie piję herbatkę :3 Uwielbiam. W sumie to to jest uzależnienie jak sądzę, ale kto by się przejmował...
No nie? Szatanu wszyscy znają, to jest dopiero magia! Ale z tymi jej blogami to ostatnio taka ściema... Co rusz to usuwa i zakłada nowe ;-; A co jeden, to lepszy xD
Będę informować i będzie git :3
Klient nasz pan ;D
Piję dzisiaj 8 herbatkę.. Też jestem uzależniona! I od mleka jeszcze!I... dobra, zostanę przy napojach.
UsuńBigos...uroczy...dla nieznajomych, tak. U mnie lubi nogi,głównie... Czasem wystarczy, że przejdę obok niego i muszę wypierdalać tam, gdzie mnie nie dosięgnie. Ale się ostatnio cwaniaczek nauczył! Umie wskakiwać na moje łóżko. CHAMSTWO! (ma 8 miesięcy, to york...) A zawsze tam uciekałam! A teraz jestem narażona na powolne chrupanie tymi małymi szczękami.
Ja ostatnio weszłam na JEDEN z jej blogów, a tu...dupa...nie ma. No i się załamałam, poszłam herbe zrobić. Ej...Czemu to się podkreśla. Przecież jest takie słowo jak herba... bo jest, prawda?
Siostra wstawiła wodę. Trzeba wykorzystać sytuację...
NO TO HAJF FAJW! JEJ, ZNALAZŁAM HERBACIANĄ BRATNIĄ DUSZĘ! Ja też mówię herba :D xD Jesteśmy takie pro ;-;
UsuńAle mleka nie piję ;_;
Bigos je Twoje nogi...? :o Jakie to musi być śmieszne xD
Szatanu ma teraz bloga...
http://highway-to-wherever.blogspot.com/
O, proszę :3 I to jej jedyny chyba blog, o ile się orientuję ;__; ALE ZAJEBISTY!
Ja mam herbę w dzbanku na stole... Heheheheheh. Aż sobie naleję więcej xD
Ja sobie robię zawsze w termosiku. Ale dzisiaj to dupy nie ruszę. Ohohhohooho. HERBA.
UsuńI kłaki moje je! Właściwie on wszystko je... Serio... Ostatnio zjadł rybę o.O i krokieta i kartki mi podpierdala z szafki!
Wiem, wiem. Czytam to. Jestem do tyłu o rozdział,ale czytam.
Dobra, to wpadłam i przeczytałam i jestem oczarowana. Już po prologu. Przypomniało mi się moje opowiadanie, kiedy to opisywałam 3 latenigo Jeffa, który krzyczał na mame, ze jest głodny. Tak, to było takie urocze. Dobra, ale może będę pisała o Twoim opowiadaniu. No to też, od razu mi się spodobał ten pomysł, bo kurde Gusnów jako nastolatków ludzie opisują, ale Gunsów jako dzieci, to juz nie i w sumie fajnie, że się na to zdobyłas. Zawsze to jest jakiś tam powiew świerzości w tym całym blogowym świecie, prawda?
OdpowiedzUsuńNo i co ja mogę tu powiedzieć? Napiszę coś na temat prologu najpierw. W sumie, to masz tam małego błęda technicznego. Na początku masz, ze Jeff ma dwa lata, a potem ze ma trzy lata, jednak po jego składnej wymowie twierdzę jednak, ze ma trzy. No i był swiadkiem, jak jego mamusia własnie zaczęła rodzić. Biedny się zmartwił, ze coś się mamusi stało. No tak, dzieci tam nie rozumieją takich sprawa i wiadomo. Potem jeszcze musiał zostac sam w domu, z ciotką (Rudowłosa Sharon, skojarzyło mi się od razu z matką Axla) No a potem Jeff dowiedział się, że bedzie miał siostrę. Tragedia, nie? No chłopcy to zawsze chcą mieć brata, gdzie siostrę. Z siostrą nie da się nic robić. No i się mały Jeff załamal, bo ma siostrę. Też bym się załamała na jego miejscu. No tylko tak sobie lata mijały i okazało sie, ze siostra to całkiem fajny wynalazek. W sumie, to mnie zawsze urzekało kiedy, to rodzienstwo ma takie dobre relacje. Aczkolwiek mogę tu stwierdzić, ze Jeff powoli zaczął popadac w syndrom starszego brata.. a to jednak juz nie jest zbyt fajne, bo Debby nie miała by swojego życia.. ah, ale i tak musiała rozstać się z bratem. Smutne.
Do połowy rozdziału, to miałam wrażenie, że Isbellowie, to taka szczęsliwa rodzinka. Wiesz, miałam przed oczkami taką wizję sielankowego życia. Kiedy Jeff i Deb się bawili w ogordzie, to swieciło sobie słoneczko, było ciepło, ptaszki ćwierkały, życ nie umierać. Własnie taki mi klimat towarzyszył. Wszyscy się kochaja, zaraz wrócą rodzice i będzie kolaja. Mamusia sie zmartwi na kolano Debby, tatuś ucałuje. A tu co? Bum, jakoś w tej mojej wizji pojawiły sie chmury, zerwał sie wiatr, zrobiło się ciemno i zaczął padać deszcz. Chociaż sama nic nie wspominałas o deszczu.
Okazało się, ze tatuś ma jakieś podejrzenia, ze Debby nie jest jego córką. No dobra, opieranie się na kolorze włosów i tylko na tym, to jest jednak trochę za mało. Cóż, genetyka ludzka jest jednak niezbadana i nigdy nie wiadomo, jaki dzieciak wyjdzie. Czy tatuś ma jeszcze jakieś dowody? Bo ja tu jakoś o innych nie wyczytałam. No dobra, to może tatusiwoi padło na głowę. Ta scenka, kiedy to w sumie wyrywali sobie dzieciaki.. eh.. no takie smutne. Mam jeszcze jedno zastrzenie. Skoro Debs urodziła sie, jak Jeff miał 3 lata, to jak on miał 13, to ona 10... jej wypowiedzi w tym rozdziale tak srednio mi wygladały na wypowiedzi 10 letniej dziewczynki. No ale dobra, to taki maly szczegół. Może Debby jest jakoś tam ogarnięta i bardziej rozwinięta niż jej koleżanki.
No i matka też tak szybko podjęła tą decyzję. W sumie, to bardzo szybko. Spakowała i jedziemy. Do Seattle. A tam McKagan majacy lat.. ekhm.. skro Jeff ma 13, to Duff 11? Na to wygląda. A to mały chłopiec jeszcze, haha. No i matka ma koleżankę? A jak koleżanka wystawi ja za drzwi, to co? No tez co za nieodpowiedzialna kobieta. Jedzie do drugiej kobiety w odwiedziny z córką i nawet jej o tym nie powiedziała. Dobra, wiem, teraz to jestem po prostu wredna, ha. A jak ta koleżanką jet pani McKagan? Hmm, to by było nawet ciekawe, ze tak powiem...
A teraz pobawię się w prolka. Myśle sobie, ze Jeff i Deb przez bardzo długi czas nie będą mieli ze sobą konatku. Duff przeleci Deb, uciekną razem do Los Angeles, bo Deb nie będzie juz lubiała mamusi za to, ze zabrała ją od Jeffa, a tam jak załozy się juz GNR, to Deb spotka się z Jeffem, czyli Izzy'm. Ha, tak własnie widze dalszcze losy.
Dobra, rozpisałam sie.
Pozdrawiam :*
Dziękuję za wspaniały komentarz!
UsuńA teraz tak. Jak pisałam prolog to na początku chciałam, żeby Jeff miał trzy lata. Ale w końcu Debby jedzie do tego Seattle i tak czy siak spotka Duff'a. Tylko, że nie byli w tym samym wieku i to mi nie pasowało,a nie chciałam jakoś robić z niej wielkiej prymuski i przenosić do klasy wyżej, czy też żeby Duff nie zdał. Zmieniłam. Nie pamiętam gdzie pisałam, że ma trzy lata, ale jak się zaloguję to przeczytam i poprawię. Ostatecznie miało być tak, że Jeff ma załóżmy 2,8 kiedy Debby się rodzi.
Co do kłótni to tylko taki...wyrywek? który słyszeli Jeff i Deborah, więc zrobiłam wyłącznie o kolorze włosów. Czyli nie wiadomo o co właściwie poszło. Mamusia tak szybko ich pakuje, bo ojciec się zrobił trochę agresywny i chciała dzieci od niego zabrać, ale jak zaczęła się szarpanina to Jeff wziął siostrę.
Co do koleżanki w Seattle to nie wiem,czy dobrze pamiętam ale chyba pisałam 'mam tam przyjaciółkę, jest dla mnie jak siostra'. Raczej taka 'siostra' by nie wyrzuciła, tym bardziej z dzieckiem, ale kto wie. To już w następnym rozdziale.
Chciałabym już dodać, ale mam MAŁE problemy z zalogowaniem się. No dobra, nie małe bo mi ogólnie pisze,że nie ma takiego konta :/